ZAWÓD: TRENER - I Co To W Ogóle Znaczy... 😼🙀​

Zawsze wydawało mi się, że bycie trenerem to takie łatwe i bezproblemowe zajęcie. Dostajesz człowieka, wyciągasz z głowy (bo przecież każdy zna ich mnóstwo)zestaw ćwiczeń na cały trening i ogień 😅 No przecież na własnym przykładzie wiedziałam jak to można być zdrowym, silnym i sprawnym i ciągle progresować! A przynajmniej tak mi się wtedy wydawało, że tak właśnie ze mną jest… 😅😅😅 Zostałam więc trenerem… A przynajmniej po raz drugi tak mi się tylko wtedy wydawało 😅😵 ale życie bardzo szybko zweryfikowało moje oczekiwania i jak to zwykle bywa, nie okazało się to być aż tak różowe jak mogło 🙈 dowiedziałam się również, że bycie dobrym sportowcem nie jest adekwatne do bycia dobrym trenerem (potrafić a umieć przekazać to zupełnie coś innego 🧐) i jeden skończony kurs nie zrobi z Ciebie trenera 🤯 zapytacie ale jak to? Przecież od tego jest kurs? No właśnie tak, że wiedza a doświadczenie to zupełnie dwie różne sprawy to niemalże to samo co studia… Uczysz się na nich wielu potrzebnych rzeczy, dostajesz mnóstwo informacji ale nikt do końca nie przygotuje Cię do tego jak to potem wykorzystać w praktyce i jak poradzić sobie z nową rzeczywistością w pierwszej, kolejnej i następnej pracy. Dlatego ciągle trzeba się rozwijać nabierać praktyki i co najważniejsze dalej pogłębiać swoją wiedzę. Wolny czas (a przynajmniej pozornie wolny 😅) poświęcać na nowe szkolenia, książki związane z tematem, konsultacje z innymi fachowcami z tej samej bądź współzależnej dziedziny (fizjoterapeuta, rehabilitant, dietetyk czy psycholog sportowy). Mimo wszystko najtrudniejsze jest tu określenie swoich możliwości (ego i duma zostaje daleko na dnie kieszeni 😯) i tego czy już posiadam odpowiednią wiedzę by zająć się danym przypadkiem. 
Niestety ale nie każdy mój podopieczny jest okazem zdrowia i z treningu na trening dokłada ciężaru i powtórzeń. Nie zawsze progres idzie liniowo i nie zawsze terminarz i wszystkie założenia się zgadzają. Otóż okazuje się, że połowa ma schorzenia o których nawet nie wiedziało! Swoją drogą to niesamowite jak ludzie szybko przyzwyczajają się do notorycznego bólu 😱bo przecież jak boli ciągle to znaczy, że tak już musi być. Także paleta schorzeń jest rozległa zaczynając od wad postawy przez skrzywienia kręgosłupa, mocne przodo lub tyłopochylenie miednicy, syndrom skrzyżowania górnego (ole! Komputery i telefony! 🙄), niedoleczone kontuzje, problemy hormonalne, problemy układu pokarmowego lub krążenia, zmiany zwyrodnieniowe w stawach (głównie biodrach – i tu na prawdę nie zdajecie sobie sprawy w ogromu i zasięgu problemu 😬), przez uszkodzone obrąbki, bądź kolana a o braku mobilności i elastyczności już nie wspominając 🙈 także nie wystarczy ułożyć jeden plan czy schemat treningowy i dzielić go równo pomiędzy wszystkich. Często podczas treningu okazuje się, że dane ćwiczenie nie jest odpowiednie dla podopiecznego i załączają się trybiki w pośpiechu kombinując co zrobić, żeby zrobić co trzeba i to bez niepotrzebnych komplikacji. 
O treningach grupowych już nie wspominając 🙈 gdzie każdy przypadek jest inny, ten nie może tego, tamten nie może czegoś innego… A plan i założenia kursu trzeba zrealizować. Dodatkowo różny stopień zaawansowania też robi swoje, więc plan trzeba tak ułożyć by wilk był syty i owca cała 🙆‍♀️
Do tego dochodzą ciągłe rotacje godzinowe – planowanie grafiku przypomina występ grupy cyrkowej gdzie ludzie skaczą między sobą na linach i próbują nie strącić jeden drugiego. Zmiana grafiku jednak nie wpływa tak źle na trenera jak na podopiecznego (bo to jest jeden z elementów, który w tej pracy trzeba wziąć mocno pod uwagę😉) ale zmiana pory lub dnia treningowego niejednokrotnie przekłada się na jakość treningu ćwiczącego ( nie zawsze wtedy ma on czas dobrze zjeść, dobrze odpocząć czy chociażby złapać oddech przed treningiem) organizm jest wtedy rozregulowany a w głowie trenera powstaje nowa gonitwa myśli jak pozmieniać plan żeby zrobić swoje a i podopieczny dał radę 🙈😅
Chociaż ruchomy grafik to nic w porównaniu z utrzymaniem systematyczności w treningach podopiecznych. Każdemu się wydaje, że jak już zrobił lekki progres ( poprawa postury, zaleczenie kontuzji, pierwsze zgubione kilogramy, itp.) to tak będzie zawsze! Niestety im dłużej trenujemy tym więcej nowych bodźców potrzeba by progres był zauważalny. Nie możemy sobie pozwolić na tydzień lenistwa a potem miesiąc czy kwartał… Wtedy cała nasza dotychczasowa praca idzie na marne i musimy wszystko zaczynać od początku. Nie możemy przekładać ciągle nadgodzin w pracy nad nasze zdrowie i jakoś życia!! W pracy siedzicie po minimum 8h dziennie + dojazdy – też siedzicie, siedzicie przy stole, przed tv = 3/4 życia, a trening to zaledwie 2-3 razy w tydniu po 1-1.5h. 🤨
Do tego spadek motywacji… Bo przecież ćwiczę i nie widać poprawy! 😑 Na pewno nie widać? 🤔 To, że nie gubicie kilogramów nie znaczy, że trening nie poczynił już pierwszych zmian w Waszym życiu. Niestety ale sam trening nie wystarczy, musimy wprowadzić jeszcze drobne zmiany w naszym dotychczasowym trybie życia i nawykach żywieniowych. O czym niejednokrotnie trener musi przypominać i pilnować podopiecznego by wytrzymał w postanowieniu. Już nie mówiąc o tym by podtrzymać zapał do treningów nawet jeśli on sam nie widzi żadnych spektakularnych efektów (bo niestety ale najczęściej to my sami dla siebie jesteśmy najsurowszymi sędziami). I sama z własnego doświadczenia wiem jak ważne jest wsparcie i zainteresowanie trenera! To on jest moim mentorem, w nim pokładam pełne zaufanie i oddaje się w jego ręce… To on ma być pewny naszego sukcesu nawet jak sami w siebie zwątpimy! Więc poczucie, że zawsze jest i, że mamy jego zainteresowanie nawet jeśli nie mamy akurat treningu też jest ważne, bo trener to prawie jak taka 24h instytucja wsparcia 🙈😅 Do dziś pamiętam, że gdyby nie wparcie mojego Trenera po przegranej walce na Grand Prix w Mińsku Mazowiecki w życiu bym nie wystartowała potem na Pucharze Polski w Koninie zdobywając brąz! 😉 
Do tego walka ze słomianym zapałem i znalezieniem balansu. Początkowo wszystko jest takie fajne i chcemy tego więcej, wydaje nam się, że możemy trenować i 7 dni w tygodniu bo ciągle nam mało. Ale pracując w ten sposób szybko wypala nam się ten tak zwany „niedosyt”, bardzo często również szybko dochodzi do przetrenowania, gdyż organizm nie jest zwyczajny do takiego wysiłku i braku regeneracji… I tu znów wchodzi rola trenera jak utrzymać ten zapał na dłużej a jednocześnie nie rozczarować podopiecznego brakiem codziennych treningów. Jakbym dostała grosik za każdą osobę, którą spotkałam na swojej drodze twierdzącą, że treningi zmieniły całe jej życie i że już wiecznie będą trenować a po 3 miesiącach rezygnowały całkowicie bez podania przyczyny… Była bym milionerką 😉😅
No i na koniec nikt nie ostrzegał, że Trener to jak połączenie lekarza z księdzem i telefonem zaufania 😅 Trener musi znać Wasz dokładny stan zdrowia i te wszystkie drobne przewinienia i grzeszki (i dodatkowo to wszystko spamiętać 😱), które mogą wpływać na jakość treningu i progresu. Do tego musi umieć rozwiać Wasze wszelkie wątpliwości i udzielić odpowiedzi na pytania nawet jeśli są one zadawane o 23 w sobotę albo w czasie urlopu… 😳
A apropos tego urlopu… To czy Trener w ogóle powinien iść na urlop? 🤔 😅 
I takie to właśnie jest to życie Trenera… 
I nie zrozumcie mnie źle to nie jest skarga! Uwielbiam to co robię i czerpie z tego niezwykłą satysfakcję! Bo podobno jak się wybierze pracę, która jest hobby to nie przepracuje się ani jednego dnia i ja tak mam! 😊🤩 Aczkolwiek nie mówię, że była i jest to łatwa i prosta droga, na której to nie raz trzeba skakać przez wiele kłód żeby się nie przewrócić, do tego niejednokrotne rozczarowania a potem zwątpienia w siebie, czy na pewno się do tego nadaje… Ale to wszystko rekompensuje ze sporą nadwyżką duma i radość po każdym dobrze zakończonym etapie tej podróży 😎 i po każdym zadowolonym i zdrowym podopiecznym! 💙
 
Bodybulwark 
#trener #trenerpersonalny #strongfirst #sfg1 #felxiblesteel2